poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział 3


- Jeszcze raz dziękuję Ci dziecinko – powiedziałam do Anity i pocałowałam ją w policzek. Dochodziła 15.00, więc stwierdziłam, że czas na mnie. Pewnie byłabym w domu kilka godzin wcześniej, ale przez chłopaków straciłam poczucie czasu. Anitka otworzyła mi drzwi i wyszła razem ze mną, by odprowadzić mnie do schodów wejściowych do budynku.                                                                                                 -Nie masz za co dziękować. Mam nadzieję, że nie będziesz miała za dużego przypału w domu. Pamiętaj, że Cię kocham – odpowiedziała i mocno ścisnęłyśmy się na pożegnanie. Powoli zaczęłam iść ulicą w stronę domu. Szłam ze spuszczoną głową, wsłuchana w dźwięki dobiegające ze słuchawek. Nagle wpadłam w kogoś. Podniosłam wzrok i ujrzałam przed sobą Nialla, który zbiera z chodnika jakiś produkty spożywcze.
- Bardzo Cię przepraszam –powiedziałam i schyliłam się, żeby mu pomóc. Zaczęłam chaotycznie zbierać jakieś puszki i wkładać je do papierowej torby. Blondyn miał ich aż trzy. CO on robi zapasy zimowe? Jak on to wgl dał radę nieść?
- Ooo a to ty Micha. Nic się nie stało – odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. Jasne włosy lekko opadły mu na czoło. Szybkim ruchem je poprawił.  Trochę dziwnie się poczułam, bo dopiero po kilkunastu sekundach, zdałam sobie sprawę, że się na niego gapię. Szybko odwróciłam wzrok i zagryzłam wargę.
- Gdzie się wybierasz?- zapytał jakby wgl nie zauważył mojego zachowania.
- Wracam od Anity. Powinnam być już w domu. Muszę iść. Cześć – odparłam. Wstałam z chodnika i odwróciłam się by odejść.
- Zaczekaj odprowadzę cię- krzyknął za mną Niall i szybko mnie dogonił.  
- Nie, nie trzeba. Lepiej zanieś od razu te rzeczy do domu i sprawdź czy czegoś nie zniszczyłam.
- Dobrze… No to… yyy… do następnego spotkania. Cześć – pożegnał się ze mną. Chyba mu się trochę przykro zrobiło, że go spławiłam. Już miałam mu powiedzieć, że jednak może mnie odprowadzić albo coś w tym stylu, ale on już się odwrócił i szybkim krokiem skierował się w przeciwną stronę.

Pół godziny później weszłam cicho do domu. Mama stała nieruchomo w kuchni. Patrzyła się na coś za oknem. Podeszłam do krzesła i usiadłam na nim. Wiedziałam, że dłużej nie mogę uciekać przed kazaniem.   
-Hej- powiedziałam cicho i głośno wciągnęłam powietrze. Irena powoli odwróciła się do mnie. W oczach miała łzy. Nigdy nie widziałam jak płacze. Bardzo mnie to zdziwiło. Podeszła do mnie. Myślałam, że mnie uderzy, ale ona tylko usiadła obok mnie na krześle. Schowała twarz w dłonie i zaczęła płakać. Jej szloch wypełnił całą kuchnię. Ramiona podnosiły się i opadały bardzo szybko. Byłam tak zszokowana, że nie wiedziałam co zrobić. Zawsze myślałam, że moja matka jest nieustępliwą, zimną i silna kobietą, która nie boi się niczego ani nikogo. Cały ten wizerunek rozsypał się na drobne kawałki. Poczułam wyrzuty sumienia. Zdałam sobie sprawę, jaką byłam okropną córką.  Miałam ochotę sama zapłakać, ale tylko wstałam od stołu i przytuliłam ją od tyłu. Wydawało mi się, że ta cała sytuacja to jakaś wielka pomyłka.
- Dziękuję córeczko – powiedziała w końcu mama. Kompletnie nie wiedziałam, dlaczego  mi dziękuje. Uśmiechnęłam się tylko i wróciłam na swoje krzesło.
- Czemu mi to robisz? Czemu nie możesz choć raz być normalną dziewczyną? – zapytała mnie matka. Myślałam, że już nie będzie się czepiać. Myślałam, że da sobie spokój i w końcu zaakceptuje mnie i moją orientacje sexualną. Myślała, że spróbuje być taka jak inne matki. Myślała, że… Oj za dużo od niej oczekiwałam. Jak mogłam w ogóle sądzić, że się zmieniła. Poczułam się bardzo urażona. Chciałam jej zaufać, ale ona jak zwykle robiła jakiś problem.
- Nie rozumiem, dlaczego nie możesz tego znieść? Przecież krzywda Ci się nie robi- odpowiedziałam podniesionym głosem, zaciskając pięści. Zagryzłam wargę. Poczułam ból wbijających się paznokci w dłoń. Nie przejmowałam się tym. To nie było teraz ważne.
- Robisz mi wstyd przed wszystkimi! Musisz się zmienić! Nie wytrzymam tego dłużej!- zaczęła krzyczeć Irena i wstała od stołu. Chciała nade mną górować. Zdałam sobie z tego sprawę. Podniosłam się w jej ślady i stanęłam patrzac na nią wrogo.
- To ja mam dosyć! Jesteś moją matką i powinnaś mnie wspierać! Ty jeszcze masz do mnie pretensje! Nigdy nie będę taka jak ty! Jesteś okropna! Nienawidzę Cię! - wykrzyczałam jej w twarz. Odwróciłam się na pięcie i wbiegłam po schodach na piętro. Wchodząc do mojego pokoju, zatrzasnęłam za sobą drzwi. Rzuciłam bluzę na podłogę. Podeszłam do biurka i wyjęłam klucz do drzwi. Słyszałam już odgłos kroków, więc szybko zasunęłam drzwi. Byłam tak wkurzona, ze przez pewien czas stałam przed drzwiami głośno dysząc i niszcząc sobie paznokcie, które nadal tkwiły w wewnętrznej stronie dłoni.
- Otwórz!- wrzasnęłam matka i szarpnęła za klamkę. Zaczęła walić w drzwi jak szalona. Czyżby się nawaliła…

- Mam cię gdzieś! Idż sobie! Może poszukaj nowej córeczki, która stanie się twoją nadętą kopią! – odpowiedziałam i rzuciłam się na łóżko. Wzięłam z szafki nocnej słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Nałożyłam je na uszy i włączyła na maksa  Green Day - American Idiot. Moja matka dobijała się do mnie jeszcze jakiś czas. Z doświadczenia wiedziała, że dzisiaj nie powinna liczyć na to, że się do niej odezwę, wiec dała sobie spokój i odeszła. W tym momencie miałam ochotę wszystkim rzucać, obgryzać paznokcie, zdewastować cały pokój. Moja matka okazała się skończoną egoistką. Jaką byłam idiotką myśląc, o sobie jako o wrednej córce. Jak mogłam uwierzyć w to całe przedstawienie. Byłam żałosna. Czułam ból w klatce piersiowej, aż nie mogłam oddychać. Wyłączyłam muzykę i już miałam rzucić telefonem o ścianę, gdy aparat zawibrował. Dostałam sms-a o Anity:

,, Hej. Chłopcy robią dziś imprezę. Zapraszają Cię. Przyjedź KC<3’’

,,Siemanko Ok. będę KC<3’’

Odpisałam Anicie i uśmiechnęłam się pod nosem. Wyrwę się z domu i nieźle zabawię. Mam nadzieję, że będzie alkohol…

 

 Gdy matka wyszła do pracy, poszłam do łazienki. Wzięłam długą, gorącą kąpiel. O tak tego mi trzeba było. Kłótnia bardzo mnie zmęczyła. Byłam jak zniszczona bluzka, którą krawiec bardzo dobrze pozszywał. Oczywiście nie do końca czułam się dobrze, ale byłam pewna, że spotkanie z Anita poprawi mi humor. Musiałam dla niej wyglądać bosko, dlatego postanowiłam założyć na siebie czarną, koronkową, ponad kolana sukienkę. Oczywiście była na ramiączkach. Do tego buty dziesięciocentymetrowe. Głównie składały się z ciemnych pasków, połączonych ze sobą jak popadnie. Postanowiłam wziąć na drogę czarny sweterek. Nie brałam żadnej biżuterii, tylko jedną bransoletkę- bransoletkę przyjaźni, którą kupiła dla mnie Anita. Wtedy jeszcze nie byłyśmy razem jako para.  Do tego doszedł mocny makijaż. Gruba kreska kredki i rzęsy mocno pomalowane tuszem. Włosy wyprostowałam. Chwilę zastanawiałam się nad ich podepnięciem, ale jedno spojrzenie na zegarek dało mi do zrozumienia, że nie zdążę. Złapałam torebkę, w której tkwił telefon, paczka gum i błyszczyk. W kuchni szybko napisałam kartkę, ze jestem na imprezie i nie wrócę na noc. Wiedziałam, że matka kolejny raz się wścieknie, ale miałam to gdzieś po tym co zrobiła dzisiaj.  To będzie wspaniała noc pomyślałam, wybiegając z domu. 


~~~ 

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. Nie jestem za bardzo zadowolona z tego rozdziału. Jakiś taki trochę ciapowaty.... Następny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. Pozdrowienia.

piątek, 9 marca 2012

Rozdział 2

Obudziłam się w objęciach Anity, która jeszcze słodko spała. Przez pewien czas patrzyłam się na nią, bawiąc się jej długimi ciemnymi włosami. W końcu delikatnie odsunęłam ją od siebie i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i stwierdziłam, że jestem w fantastycznym humorze. Nagle w mojej głowie pojawił się świetnym pomysł na dowcip. Uwielbiałam dokuczać Anicie. Kocham kiedy śmieję się z niej do rozpuku, a po chwili ona dołączała do mnie i brechtamy się na cały głos. Przeczesałam włosy i wróciłam do salonu, gdzie na sofie spała moja dziecinka. Podeszłam do półki z płytami. Nie wiem skąd, ale moja ukochana miała ich bardzo dużo. Zaczęłam je przeglądać w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego.
- Znalazłam- szepnęłam do siebie zadowolona. Po chwili płytka leżała w odtwarzaczu. Wzięłam do ręki pilot i weszłam ostrożnie na tymczasowe łóżko Anity. Włączyłam wieżę i podgłośniłam na maxa. Z głośników poleciała wspaniała piosenka ,,Moves Like Jagger - Maroon 5 ft. Christina Aguilera’’ W tym samym czasie zaczęłam skakać po sofie, śpiewając głośno. Dziecinka od razu się obudziła.
- Co Ty robisz idiotko! Powaliło Cię doszczętnie!- zaczęła krzyczeć, z czego zaczęłam się głośno śmiać – Przestań się rycholić! – wrzasnęła i zepchnęła mnie z kanapy. Wylądowałam na butelce niedopitej wódki, która wylała się od razu na dywan. Oj będzie plama…
- Co ty robisz idiotko! Powaliło Cię doszczętnie! – zaczęłam udawać Anitę , która nie mogła wytrzymać ze śmiechu – Przestań się rycholić! – dokończyłam i zaniosłam się chichotem. Przez jakiś czas leżałyśmy na podłodze, skręcając się ze śmiechu. Ustawiłam opcję powtarzania utworu, więc ta sama piosenka dalej leciała. Wstałam z posadzki i zaczęłam tańczyć swój zwariowany taniec. Polegał on na poruszaniu w górę i w dół ramion. W tym samym czasie kręciłam na przemian nadgarstkami. Do tego doszedł tyłek, którym poruszałam we wszystkie strony. Otworzyłam oczy i usta oraz zmarszczyłam nos. Moja głowa poruszała się w boki w takt muzyki. Anita widząc mój wspaniały taniec wstała i dołączyła do mnie. Świetnie się bawiłyśmy, robiąc wygibasy. Niestety zapomniałyśmy, że jest sobota a do tego wczesna godzina. Nagle ktoś głośno zapukał do drzwi. Słysząc to dziecinka podbiegła do jakiejś szafki i wyjęła dwa czarne długie topy. Miała przy tym bardzo dziwną minę… Podała mi jeden i ściszyła odtwarzacz. Biegnąc do drzwi założyła koszulkę. Stwierdziłam, że nie wypada abym była w samej bieliźnie, więc też ubrałam się w topa. Gdy Anita otworzyła drzwi okazało się, że stoi w nich dwóch chłopaków. Obaj byli ubrani w rurki i podkoszulki. Jeden z nich wyglądał na nieźle wkurzonego. Miał zaczerwienioną twarz i ciemne kręcone włosy. Drugi natomiast trzymał go pod rękę. Miałam wrażenie, że próbuje powstrzymać swojego kolegę przed wtargnięciem do mieszkania. Posiadał blond włosy i miły uśmiech. Wydawało mi się, że znam już ich twarze. Nagle skojarzyłam skąd. To tych chłopaków wczoraj popchnęłam wbiegając po schodach.
- Anita, czy możesz być trochę ciszej? – zapytał przez zaciśnięte żeby lokowaty.
- Przepraszam was bardzo. Już ściszyłam wieżę. Mam nadzieję, że was nie obudziłyśmy – powiedziała ze skruchą Anita. Widać było, że jej głupio.
- To moja wina nie pomyślałam, że mogę kogoś obudzić. Chciałam zrobić jej tylko psikusa – oznajmiłam podchodząc bliżej drzwi i przytulając się do Anity.
- To jest moja przyjaciółka Micha. Micha to Niall – Anitka wskazała na blondyna -i Harry.
- Skądś Cię znam- powiedział w zamyśleniu lokowaty.
- Wczoraj na schodach was spotkałam- wyjaśniłam lekko zawstydzona.
- Aaaa to ty się przepchnęłaś – przypomniał sobie Niall i tylko spojrzał na Harrego unosząc brwi. Jakby chciał powiedzieć, że to ktoś dobrze znany w tych okolicach, o którym mówi się.
- Może wejdziecie. Chciałabym jakoś wam zrekompensować, to że was obudziłyśmy –zaproponowała Anita i dodała- Wczoraj robiłam zakupy, więc mam jakieś ciastka, kawę…
- Chodź Harry i tak już nie zaśniesz –powiedział Niall wciągając Harrego do mieszkania. W jego oczach można było zauważyć jakiś błysk. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to.
- Zapraszam, zapraszam – powiedziała Anita i zamknęła szczelnie drzwi za chłopcami. Po chwili szepnęła do mnie –Idź się nimi zajmij a ja w tym czasie się ubiorę. Ty i tak nie masz suchych ubrań.
-Dobra. Ciastka są tam, gdzie zawsze, tak?- zapytałam, gdy dziecinka już się do mnie odwracała plecami.
- Tak wszystko jest po staremu. Zaproponuj im herbatę albo kawę - powiedziała i popchnęła mnie w stronę kuchni. Gdy weszłam do pomieszczenia chłopcy już siedzieli przy stole. Harry się uspokoił i patrzył na zdjęcia poprzyczepiane na magnesy do lodówki. Niall musiał być głodny, bo już podjadał orzeszki ziemne z małej miseczki, która wcześniej stała na blacie kuchennym.
- Czego się napijecie? Kawy? Herbaty a może kakaa?- zapytałam uprzejmie z uśmiechem, stojąc w wejściu do kuchni. Niall widząc mnie szybko odstawił miseczkę i zarumienił się lekko.
- Poproszę kawę – powiedział Harry , szturchnął swojego kolegę i zapytał – a ty Niall?
- Kakao jakbyś mogła- wyjąkał. Kiwnęłam głową i podeszłam do jednej z szafek. Podciągnęłam niżej topa i wpięłam się na palcach, aby móc sięgnąć po potrzebne rzeczy. Jak na złość Anita musiała postawić dalej kawę. Próbowałam ją dosięgnąć. Miałam ją już prawie prawie, gdy niebezpiecznie zachwiałam się na palcach. Blondyn od razu wstał od stołu i przytrzymał mnie lekko dotykając bioder.
- Mogłaś poprosić, żebym Ci pomógł – uśmiechnął się do mnie i podał kawę.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech. Był trochę wyższy ode mnie. Oczy miałam na wysokości jego nosa. Staliśmy tak chwilę. W końcu się poruszyłam i podeszłam do kuchenki. Zapaliłam gaz i wstawiłam wodę w czajniku.
- Wcześniej was tu nie widziałam. Wprowadziliście się niedawno?- zapytałam zaciekawiona. W końcu nie często Anicie zmieniają się sąsiedzi. W zasadzie połowa budynku stoi pusta, bo nie jest jeszcze wyremontowana.
- Tak, jakiś tydzień temu. Nie mogłaś nas spotkać, bo ostatnio nie byliśmy w Anglii. Pojechaliśmy z naszymi kolegami z zespołu na wakacje. Mieszka z nami jeszcze jeden chłopak. Ma na imię Louis. Na razie jest u matki w odwiedzinach – powiedział Harry i wstał od stołu, aby wyjrzeć przez okno. Właśnie zaczynał padać deszcz.
- Macie zespół? To zarąbiście – powiedziałam i zapytałam – Jaką muzykę gracie?
- POP, ale lubimy wszystkie gatunki – powiedział zamyślony Harry. Trochę dziwnie się zachowywał…
- Ahha – odpowiedziałam i wyłączyłam kuchenkę. Ustawiłam cztery kubki po kolei i do każdego wlałam gorącą wodę. Wzięłam je do ręki i postawiłam na stole.
- Dzięki – zakomunikował Niall i sięgnął po swój kubek.
- A jeszcze cukier – wstałam i sięgnęłam po niego w górę. W tym samym czasie weszła do kuchni uśmiechnięta Anita. Wyglądała bosko. Aż miałam ochotę podbiec do niej i zacząć ją wielbić. Stwierdziłam jednak, że to trochę nie wypada i tylko odwróciłam wzrok. Za bardzo mnie kusiła.
- Miacha czemu nie wyjęłaś ciasteczek? – zapytała i podbiegła, aby wyłożyć je na talerzyk. Przechodząc obok mnie po kryjomu klepnęła mnie w tyłek. Odwróciłam się do niej i tylko się uśmiechnęłam. Z tego wszystkiego zapomniałam o trzymanym cukrze. Naczynie wypadło mi z rąk rozsypując się na podłodze na milion małych kawałeczków.
- O nie – westchnęłam i uklękłam, aby zebrać szkło.
- Usiądź sobie. Ja to posprzątam – powiedziała Anita z cierpką miną. Pokręciłam tylko głową i sięgnęłam po szufelkę i zmiotkę.
- Siadaj i to bez dyskusji. Nie chcę żebyś pokaleczyła sobie stopy. Jesteś bez butów – oznajmiła i popchnęła mnie na krzesło.
- Dziecinko bardzo Cię przepraszam. Powinnam była bardziej uważać.
- Oj daj już spokój – powiedziała i ucałowała mnie w policzek. Przy tych wydarzeniach miałam wrażenie, ze w kuchni jesteśmy same. Nagle przypomniałam sobie o gościach.
- No to chyba nie będzie cukru – powiedziałam jak skończona idiotka i usiadłam na jednym z krzeseł.
- Ja i tak nie słodzę. Wolę jeść- Niall chciał mi dać znać, że nic się nie stało – Najwyżej wypiję nie słodzone – uśmiechnął się do mnie i puścił oczko.

Następna godzina minęła bardzo szybko. Razem śmialiśmy się i żartowaliśmy. Nawet Harremu poprawił się humor. Niall ciągle na mnie spoglądał i uśmiechał się. Lokowaty opowiadał o zespole i o płycie, którą niedawno wydali. Dowiedziałam się, że łącznie jest ich tam pięciu. Chciałam, żeby powiedzieli nazwę, ale uparli się, że tego nie zdradzą. W ogóle ich nie rozumiałam. Wtedy nie wiedziałam, że to dopiero początek świetnej przygody z tymi chłopakami. 


~~~ 

Witam! Kolejny rozdział za mną . Przepraszam, że dosyć długo się nie pojawiał. Zapraszam do komentowania. W tym tygodniu powinien pojawić się nowy rozdzialik. Pozdrowienia

środa, 7 marca 2012

Prolog & Rozdział 1.

- Gdzie teraz idziemy? - zapytałam Anitę z uśmiechem. Siedziałyśmy na ławce w centrum Londynu. Właśnie skończyłyśmy wielki skok na promocje  w sklepach z ubraniami. Obok nas stały cztery torby pełne ciuchów. Był piękny, gorący dzień, a w zasadzie to już koniec dnia. Dookoła nas biegały szczęśliwe dzieciaki. Kilka osób siedziało przy fontannie, ciesząc  się chłodem jej wody.
- Gdziekolwiek byle z tobą - odpowiedziała i przytuliła się do mojego boku. Przy okazji posłała mi całusa prosto w usta. Tak, jesteśmy lesbijkami i dobrze mi z tym. Obie mamy za sobą kilka nieszczęśliwie zakończonych związków. Mamy dość chłopaków, więc stwierdziłyśmy, że czemu by nie sprawdzić jak to jest z dziewczyną. Jesteśmy razem od miesiąca, ale znamy się od kilku lat. Anitę poznałam przypadkiem w sklepie, gdzie pracowała w wakacje. Jest moją jedyną i najlepsiejszą  przyjaciółką. Pomogła mi, gdy przeprowadziłam się do Londynu razem z rodzicami. Wtedy jeszcze byli razem. Teraz mieszkam z mamuśką, bo tata znalazł sobie nową. To chyba kolejny powód, dla którego jestem z Anitką w związku. Ojciec okazał się skończonym idiotą. Poleciał za tą wredną Katy. Wydał dla niej wszystkie pieniądze, które zbierał razem z mamą na nowe mieszkanie. Nie mogę na nią patrzeć i mam wrażenie, że ona na mnie też. Ojczulek źle się przez to czuje, no ale niestety woli Katherine…
- Dobrze kochana. No to może zjemy lody? Jest mi strasznie gorąco - zapytałam i pogrzebałam w kieszeni, aby zobaczyć ile mam jeszcze pieniędzy - Wystarczy mi tylko na jednego. Będziemy musiały zjeść razem.
- To mi się podoba  –  uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wstała pociągając mnie za sobą. Wzięłyśmy torby i skierowałyśmy się w stronę najbliższej kawiarenki. Szłyśmy powoli, trzymając się za ręce. Słońce zaczęło  zachodzić, tak, że wokół nas robiło się pomarańczowo.  

~~~


Szłam w nocy przez miasto, trzęsąc się. Wokół mnie lał deszcz. Strumienie wody doszczętnie przemoczyły mi ubrania. Nie przejmowałam się tym. Przynajmniej nie widoczne były moje łzy, które spływały po twarzy mieszając się z kroplami deszczu. Musiałam wyglądać okropnie; rozmazany makijaż, poplątane włosy a do tego rozwłóczone czarne ubrania. Czułam jak w adidasach chlupocze mi woda. Nie zważałam  na to i parłam do celu. Byłam wściekła a jednocześnie zawiedziona. Moja matka kolejny raz dała mi wykład o tym, że jednak powinnam mieć chłopaka. O tym, że jestem lesbijką mówiła, tak jakby to była przewlekła choroba. Właśnie przez taką kłótnie przynajmniej raz w tygodniu lądowałam u Anity, która zawsze przyjmowała mnie z otwartymi ramionami. Wiem, ze mogę na nią liczyć. Chyba właśnie dzięki temu nie poddałam się i nie usiadłam na środku drogi.

Gdy zauważyłam dom Anity zaczęłam biec. Deszcz się nasilił głośno uderzając w rynny pobliskich domów i zaparkowanych samochodów. Wbiegając po schodach niechcąca przepchnęłam się między jakimiś dwoma chłopakami. Z tego co pamiętam to jeden miał blond włosy a drugi kręcone. Obaj mieli na sobie rurki i swetry. Nie przepraszając podbiegłam do drzwi Anity i zapukałam głośno by mi otworzyła. Po chwili ukazała mi się w drzwiach jej twarz.
- Boże, Micha jak ty wyglądasz. Co się stało? – zapytała a ja tylko weszłam i mocno przytuliłam się do niej. Zaczęłam trząść się w jej ramionach. Od razu zrozumiała co się stało i poprowadziła mnie do łazienki, żebym zdjęła mokre ubrania.
- Rozbierz się. Zaraz przyniosę Ci ręcznik tylko najpierw zamknę drzwi- szepnęła usadawiając mnie na brzegu wanny i pomagając mi zdjąć bluzę. Pokiwałam głową i dałam jej znak, że dam sobie radę. Anita wyszła a ja znowu zostałam sama. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jej namoczyłam w domu. Zdjęłam ubrania, oprócz bielizny, która okazała się dosyć sucha, i wrzuciłam je do wanny. Po chwili przyszła Anita z dwoma ręcznikami. Pomogła mi się wysuszyć i usunąć zepsuty makijaż. W czasie tych czynności głaskała mnie i przytulała, próbując trochę zatrzymać płynące nadal z moich oczu łzy.  

- Chyba nie muszę Ci mówić co się stało? – zapytałam przyjaciółkę mocniej opatulając się kocem na kanapie. Anita pomogła mi się uspokoić. Właśnie robiła kakao, które uwielbiałam. Zauważyłam, że wyszła na chwilkę z kuchni. Szybko wstałam i podeszłam do barku. Ile ona miała alkoholu. Ahhh…. Wzięłam sobie jedną butelkę wódki i wróciłam na kanapę.
- Nie, nie musisz. Domyśliłam się jak tylko Cię zobaczyłam w swoich drzwiach -odkrzyknęła z kuchni. Po chwili stawiała na stoliku kubki gorącego kakaa. Już miała usiąść przy mnie, gdy przypomniała sobie, że nie wzięła z kuchni łyżeczek i cukru. Odwróciła się napięcie i poszła po zapomniane akcesoria. W tym czasie, jak to mam zwyczaj, odpieczętowałam wódkę i dolałam do garnuszków. Schowałam butelkę pod koc i zachichotałam pod nosem.
- Okey, już mamy wszystko. Co porobimy? – zapytała Anita uśmiechając się . Wskoczyła na kanapę prawie mnie miażdżąc. Zaczęłam się głooośno śmiać, ale wiedziałam, że prawdziwa zabawa dopiero się zacznie, kiedy Anita będzie podpita. Wypiłyśmy kakao i dopiero teraz pokazałam Anicie czego do niego nalałam. Roześmiała się i sięgnęła po alkohol. Wzięła wielki łyk; oddała mi butelkę bym sama mogła się napić. Moja girl podeszła do wierzy i włączyła prawie na fula odtwarzacz CD. Z głośników popłynęła piosenka Kings Of Leon ,,Sex on fire’’. Zrozumiałam sugestie Anity i już po chwili razem tańczyłyśmy na środku pokoju. Co jakiś czas pociągałyśmy po trochu wódkę z butelki. Ocierałyśmy się swoimi ciałami. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam rozbierać Anitę. Bardzo jej się to podobało. Gdy już ją rozebrałam, przeniosłyśmy się na kanapę. Na początku tylko się przytulałyśmy. W końcu Anita usiadła mi okrakiem na kolanach. Jej dłonie powędrowały w moje włosy. Natomiast ja gładziłam ją po plecach. Znudziło mi się to, więc pocałowałam ją prosto w usta.
- To mi się podoba - powiedziała i zaczęłam mnie całować namiętnie. Nie pamiętam co było dalej.  

***


Witam. Mam nadzieję, ze się podobało. Postaram się jak najszybciej napisać drugi rozdział. Jeszcze raz dziękuję Oli, która popędza mnie do pisania. Bez Ciebie na pewno by tego nie było.

 PS. Proszę o wyrozumiałość, bo to moje pierwsze opowiadanie. Pozdrowienia.